piątek, 16 października 2009

Airbrush

Ciąg dalszy mojej nierównej walki z lakierem na samochodzie. Wygenerowane przez różne osoby i w różnych okolicznościach rysy i inne atrakcje jak narazie trzymają się dzielnie. A ja wytaczam kolejne działa. Szukania lakiernika we francji wolałbym uniknąć, więc próbuję wszystko zrobić sam. 

Zaczęło się od bzdurnych wynalazków typu "kredka koloryzująca" na drobne ryski, potem był zakup lakieru zaprawkowego w puszce i walka przy pomocy pędzelka... drobne zarysowania nawet w ten sposób dobrze się maskuje, ale np. ten zderzak co jakiś czas temu prostowaliśmy z Wojtalem (link) - tu już trzeba sporą powierzchnię pokryć. Próbowałem pędzlem - srebrne to owszem jest, ale na tym podobieństwa do reszty zderzaka się kończą. Niestety faktura farby nie ta itp.

Wróciłem zatem do przeglądania internetu w poszukiwaniu innych sposobów, ale wszędzie piszą że albo lakiernik albo samemu pistolet lakierniczy kupić i działać. Na pistolet, kompresor i cały osprzęt jakoś nie mogę się zdecydować - duże, skomplikowane, psika farbą po całej okolicy więc trzeba mieć dużo farby, maskę na twarz, specjalne pomieszczenia, maskować całe auto żeby nie ubrudzić... w końcu zdecydowałem się na wariant pośredni. Kupiłem airbrush - czyli po polsku, o ile się nie mylę, aerograf. W zasadzie to jest urządzenie do prac modelarskich i do malowania auta np. w płomienie (hehe), ale do punktowych napraw też powinien być ok. Zobaczymy.

Nie zdecydowałem się na zestaw z kompresorem, ale za to kupiłem w miarę sensowny (chyba) amatorski przyrząd w komplecie ze sprężonym powietrzem, wężykiem, środkiem czyszczącym itp. Do tego jakieś wynalazki typu rozcieńczalnik do farby, i jakieś inne cuda. Zawodowcy pewnie powiedzą że bez kompresora to gówniana robota, ale zobaczymy. Najwyżej się dokupi. Airbrush sciągnąłem ze Stanów, nawet płacąc $20 za wysyłkę wyszło sporo taniej niż kupując w Europie. 

A oto moje pierwsze dzieło - malowane wodą na ręczniku:

Teraz plan jest taki - jedno z miejsc do roboty jest na takiej plastikowej wstawce na przednim zderzaku. Przedni zderzak mam w planie zdejmować, bo coś krzywo jest trochę - chcę go zdjąć i założyć, może uda mi się założyć prosto. Przy okazji wymontuję tą wstawkę i potem w domu na balkonie będę się nad nią pastwił z moim nowym nabytkiem. Jeśli efekty będą sensowne i z grubsza opanuję podstawową technikę to wezmę się za resztę auta. Trzymajcie kciuki!

0 komentarze: