Moi drodzy!
Zmuszony jestem znowu zaburzyć nieco chronologię mojego bloga i mimo, że mam kolejkę postów z datami z ostatnich dwóch tygodni do napisania, to dziś wrzucam dzisiejszego - a tamte pojawią się pod spodem. A czemuż to? Ano dziś mieliśmy niespodziankę. Detektor CMS zarejestrował pierwsze w historii zderzenia.
To nie jest byle co. Z tego co pamiętam ostatnie ostrożne szacunki i plany ponownego rozruchu LHC, to pierwsze zderzenia miały być BYĆ MOŻE na początku grudnia. Albo czegoś nie wiem, albo idzie to niesamowicie szybko. Już w piątek wieczorem osiągnięto to, co udało się 10 września w zeszłym roku - pierwsze pełne kółko wiązki wokół akceleratora. Jeszcze tej samej nocy udało się wiązką "przechwycić" w komorach RF i utrzymać na stabilnej orbicie. Nie 2-3 obroty jak rok temu, ale ponad 10 milionów... O 1-szej nad ranem to samo zaczęli robić z drugą wiązką i w 2 godziny też uzyskali nad nią kontrolę. No i potem bawili się cały weekend... Wczoraj wieczorem udało mi się nawet wsmyknąć do CCC (Cern Control Center) i zrobić sobie fotki w historycznym momencie...
Wczoraj akurat nic się nie działo, wściekła się próżnia gdzieś w LINAC-u (pierwszy etap przyspieszania protonów) i reperowali - wiązki nie było. Dziś za to praca ruszyła z kopyta, i po południu już wszyscy przekazywali sobie najnowszą wiadomość: "W LHC są dwie wiązki. Teraz.".
Okazało się, że wpuścili do tunelu obie wiązki na raz i obie przechwycili. No i najwyraźniej tak dobrze się bawili, że pod wieczór postanowili spróbować zderzyć... i udało się. To naprawdę historyczna chwila. Póki co energia jest tylko energią "wstrzyknięcia", czyli LHC nic protonów nie przyspieszał - wziął je tylko tak jak przyleciały z poprzedniego akceleratora w łańcuszku (SPS). Czyli mieliśmy 900 GeV energii w zderzeniu. Z grubsza 1/15 tego do czego zmierzamy. Przed samymi Świętami miała być próba podniesienia energii trochę ponad dwukrotnie.
Z tego co wiem, to dziś w nocy będą próbowali przyspieszać wiązki...







